Opowiem Ci krótko moją historię.
Nie zawsze byłam osobą, którą dziś widzisz.
Byłam dzieckiem pełnym lęku.
Wrażliwym, wycofanym, zawstydzonym.
Z poczuciem, że czegoś mi brakuje.
Bałam się świata.
Bałam się ludzi.
Bałam się, że sobie nie poradzę.
Dorastając, nauczyłam się funkcjonować.
Byłam „ogarnięta”.
Dobra w wielu rzeczach.
Ale nigdy nie czułam, że jestem sobą.
I niegdy nie czułam się bezpiecznie. Mój system nerwowy był rozregulowany a ja żyłam w trybie przetrwania.
Skończyłam studia medyczne (Regabilitację medyczną).
Wybrałam rozsądek zamiast prawdy.
I bardzo szybko poczułam, że to nie moja droga.
Potem była praca, która mnie niszczyła.
Toksyczne środowisko.
Cisza w sobie. Obwinianie siebie. Dużo złości, frustracji.
I ogromne poczucie utknięcia.
Zebrałam się i zaczęłam od nowa.
Korporacja. Nowy start. Nowy wstyd.
Udowadnianie sobie, że dam radę.
Na zewnątrz było coraz lepiej.
W środku - coraz ciszej. Cały czas w trybie przetrwania, w trybie udowadniania i sobie i śwaitu swojej wartości.
Miałam życie, które „powinno wystarczyć”. Teoretycznie wszystko było "na swoim miejscu". Dom, rodzina, dzieci, piniądze, praca, wakacje...
Ale nie wystarczało.
Była pustka.
Brak sensu.
Brak radości.
Zaczęłam rozwój osobisty.
Psychologiczna wiedza. Psychoterapia. Kursy. Książki. Narzędzia.
Moje życie zaczęło wyglądać lepiej. Ale... to było nadal powierzchowne.
W środku wciąż brakowało życia i przede wszytskim poczucia sensu i radości.
I wtedy weszłam głębiej.
W rozwój duchowy.
W pracę z podświadomością.
W prawdę.
I dopiero tam wszystko się zmieniło.
Nie dlatego, że ktoś mnie uratował.
Tylko dlatego, że zaczęłam wracać do siebie, do prawdy, do RÓWNOWAGI WENĘTRZNEJ ale nie tej z deklaracji, z głowy. Tylko tej z ciała.
Zaczęłam odkrywać, że to, co uważałam za „słabość” - było darem.
Moja wrażliwość.
Moja intuicja.
Moje widzenie więcej.
Zrozumiałam, że potrafię:
czuć głęboko, widzieć jasno i upraszczać to, co dla innych jest skomplikowane.Tłumaczyć to,co niewytłumaczalne.
Z czasem odkryłam też swój dar jasnowiedzenia i jasnoczucia.
Ale to nie on jest fundamentem mojej pracy.
Fundamentem jest spójność. Umysł, serce, ciało - te trzy ośrodki mówią jednym głosem.
Bo przeszłam drogę od lęku do prawdy.
Od wstydu do uznania i zobaczenia siebie.
Od pustki do sensu.
I dziś wiem jedno:
Kiedy człowiek wraca do siebie naprawdę, iluzje odpadają szybko.
Dlatego ludzie przychodzą do mnie nie po wiedzę.
Tylko po doświadczenie prawdę i spójność, która daje prawdziwą radość i wolność.